Jezus a kultura żydowska - kwestia traktowania kobiet

Deklaracja o dopuszczeniu kobiet do kapłaństwa urzędowego Inter Insigniores twierdzi: Jezus Chrystus nie powołał żadnej kobiety do grona Dwunastu. Jeżeli tak postąpił, to nie dlatego, by dostosować się do ówczesnych obyczajów, ponieważ właśnie Jego postawa wobec kobiet różniła się wyraźnie od postawy Jego współczesnych; co więcej, świadomie i odważnie zrywał z taką postawą. Jezus rozmawia więc publicznie z Samarytanką, zaskakując tym swoich uczniów (por. J 4, 27); nie liczy się w ogóle z faktem legalnej nieczystości kobiety cierpiącej na krwotok (por. Mt 9, 20-22); pozwala grzesznej kobiecie zbliżyć się do siebie w domu Szymona (por. Łk 7, 33n), a rozgrzeszając kobietę cudzołożną pragnie pouczyć, że nie powinno się osądzać surowiej przewinień kobiety niż mężczyzny (por. J 8, 11). Nie wahając się odstąpić od prawa Mojżeszowego, głosi równe prawa oraz obowiązki mężczyzny i kobiety w małżeństwie (por. Mk 10, 2-11; Mt 19, 3-9). W wędrówkach Jezusa, w czasie których głosił Królestwo Boże, towarzyszyło Mu nie tylko Dwunastu Apostołów, lecz także kobiety(...) Chociaż według mentalności żydowskiej - o czym świadczy prawo żydowskie - świadectwo kobiety nie miało większego znaczenia, to jednak pierwszymi osobami, które widziały zmartwychwstałego Pana, były właśnie kobiety.

obraz Henryka Siemiradzkiego 'Chrustus w domu Marty i MariiHenryk Siemiradzki: 'Chrustus w domu Marty i Marii"

Zgadzam się, że Jezus w dużym stopniu inaczej traktował kobiety i ogólnie - relacje społeczne, niż większość współczesnych Mu Żydów. Dotykała Go kobieta cierpiąca na krwotok, nieczysta, u jego stóp siedziała Maria jak uczennica, szły wraz z Nim kobiety, rozmawiała z Samarytanką. Jednak uważam, że oficjalna teza Watykanu jest zbyt mocna - Jezus był jednak częściowo zależny od swojej kultury. Choć piętnował krzywdy kobiet i darzył je przyjaźnią był jednak człowiekiem wyrosłym z pewnej kultury i nie był w stanie na tyle nią zerwać aby na Dwunastu reprezentujących wszystkie pokolenia Izraela wybrać także kobiety! Aby głębiej rozważyć te kwestie konieczne jest przejście do sfery chrystologii. Dziesięć lat temu ks. Grzegorz Strzelczyk ( ) napisał tekst pt. Monofizytyzm praktyczny? O problemach z wyznawaniem integralnego człowieczeństwa Chrystusa (2006), zamieszczony w “Studia Pastoralne 2” (2006) ss. 268-280. Pisze on o występującej w duszpasterstwie, choć raczej nieuświadomionej, tendencji do niezauważania człowieczeństwa Jezusa: (...) w duszpasterstwie uwaga skupiona jest na Chrystusie-Bogu. Człowieczeństwo, jego realność i integralność nie są nigdzie negowane. Często jednak - na skutek pominięcia, przesuwania akcentów itd. formuje się w wiernych obraz Chrystusa, w którym wiele brakuje do pełnego uznania roli, a nawet integralnego przyjęcia człowieczeństwa Jezusa. Sam wielokrotnie spotkałem się ze zdziwieniem ( a wręcz zgorszeniem ) wobec wspominania o takich aspektach jego życia, jak żydowska tożsamość, fizyczne potrzeby i słabości, niewiedza itd. (...) Chrystus jawi się zatem bardziej jako Bóg przybrany w ciało, czy też udający człowieczeństwo, niż prawdziwy człowiek”.

Termin monofizytyzm oznacza pogląd nie mieszczący się w wyznaniu wiary katolickiej (herezję), w którym twierdzi się, że Jezus miał jedną naturę. Dogmat o unii hipostatycznej, czyli o naturze ludzkiej i boskiej Chrystusa wręcz przeciwnie - głosi Jego diofizytyzm. Został on ogłoszony w 451 roku na soborze chalcedońskim i zamykał długi okres dociekań (herezji) w temacie natur Jezusa. Co ciekawe jest on sformułowany w sposób negatywny. Wyznacza więc jakby słupy graniczne, jedynie granicę tego co ojcowie soborowi uzgodnili jako pewne. te negatywne stwierdzenia o zjednoczeniu dwóch natur - boskiej i ludzkiej - w Chrystusie mówią, że dokonało się ono:

  • bez zmiany natur - ani natura ludzka, ani boska nie zostały zmienione, nie utraciły swoich właściwości, lub nie zyskały nowych,
  • bez pomieszania - obydwie natury nie uległy pomieszaniu ze sobą, nie powstała nowa, trzecia bosko-ludzka natura,
  • bez rozdzielenia - nie istniały osoby, lecz jedna Jezusa Chrystusa,
  • bez rozłączenia -po Wniebowstąpieniu natura ludzka Jezusa nie odłączyła się od boskiej.

Dogmat ten nie daje pozytywnych rozwiązań, jest otwarty na rozszerzanie, nowe interpretacje. Jest to zupełnie zgodne z nauczaniem Kościoła o naturze swoich dogmatów. Ks. Wacław Hryniewicz OMI w artykule “Dogmat i doksologia” (http://teologia.deon.pl/dogmat-i-doksologia/) pisze: “Kościół wcześnie uświadomił sobie, iż lojalność wobec orzeczenia soborowego musi być czymś znacznie więcej niż mechanicznym powtarzaniem formuł. Okazało się, że również dogmat odznacza się swoistą otwartością zarówno w stronę przeszłości (...), jak i przyszłości – w oczekiwaniu pełniejszych sformułowań.(...) Wielcy teologowie tego okresu [średniowiecza] tej miary co Albert Wielki, Bonawentura czy Tomasz z Akwinu – jak przypomniał w swoim tekście Robert Rynkowski – zgodnie definiowali ,,artykuł wiary” jako ,,percepcję prawdy Bożej, zmierzającą do niej samej” . (...) Dekret Soboru Watykańskiego II o ekumenizmie przypomina, że wiara wyznawana przez Kościół jest wiarą ‘zmierzającą do tej pełni, która z woli Pana ma z upływem czasu przydawać wzrostu Jego Ciału’ “

Znam jedną ciekawą propozycję rozwinięcia powyższego dogmatu (choć na pewno jest ich więcej, jednak z braku wykształcenia teologicznego znam tylko to, co w różny, niesystematyczny sposób do mnie dotrze). Jacques Maritain w pracach zebranych w książeczce “Łaska i człowieczeństwo Jezusa” zaproponował termin nadświadomość - analogicznie lub symetrycznie, do pojęcia podświadomości. W ten sposób “nasz obraz człowieczeństwa Chrystusa staje się bardziej realnie ludzki i że jest w tym obrazie miejsce dla (...) dla ruchu, rozwoju, postępu, bez którego człowiek nie jest naprawdę człwiekiem.” Nadświadomość ta miałaby być związana z boską naturą Jezusa Chrystusa, natomiast w ciągu Jego ludzkiego życia nie byłaby w pełni komunikowalna dla Jego ludzkiej świadomości , pozostawałaby jak gdyby za przesłoną, czyli Jezus nie miałby pełnej wiedzy i innych przymiotów boskich.

Katechizm Kościoła Katolickiego w punkcie 472 stwierdza: Dusza ludzka, którą przyjął Syn Boży, jest wyposażona w prawdziwe ludzkie poznanie. Jako takie nie mogło być ono nieograniczone; realizowało się w warunkach historycznych Jego istnienia w czasie i przestrzeni. Dlatego Syn Boży, stając się człowiekiem, mógł wzrastać "w mądrości, w latach i w łasce" (Łk 2, 52), a także zdobywać wiadomości o tym, czego, będąc człowiekiem, trzeba uczyć się w sposób doświadczalny .

Powstaje więc pytani, które słowa i czyny Jezusa możemy uznać za zależne od Jego rozwoju i kultury, w której żył? Czy nasz obraz Jezusa nie kruszy się, nie staje się on mniejszy, gdy stwierdzimy, że nie miał on wiedzy naukowej, medycznej, społecznej dostępnej nam? Biskup Ryś nazywa to nawet upokorzeniem.W świątecznym, bożonarodzeniowym numerze “W drodze” z 2014 roku zastanawia się on nad kwestią wcielenia: “Nie można przecież stać się „człowiekiem w ogóle”. „Człowiek w ogóle” nie istnieje. Istnieją tylko konkretni ludzie – urodzeni w konkretnym czasie i miejscu, wychowani w konkretnych warunkach, wykształceni zgodnie z osiągniętym w ich środowisku poziomem wiedzy i kultury. To nie może nie być upokarzające dla Boga, gdy staje się Jezusem z Nazaretu. Czy to nie jest upokorzenie, gdy Wszechwiedzący Bóg, stając się człowiekiem, wie o astronomii mniej niż dzisiejszy przedszkolak?” Jak w takim razie odróżnić to co jest kulturowe, od tego co boskie i ponadczasowe w słowach Jezusa? Czy w ten sposób niebezpiecznie daleko ciągnąć wywody nie dojdziemy do punktu, w których np. miłość nieprzyjaciół uzasadnimy kulturowymi uwarunkowaniami, w których żył Jezus? Na pewno konieczna jest tutaj ostrożność i rozsądek. Katechizm w punkcie następującym zaraz po powyżej przytoczonym ( 473) stwierdza, że Ludzka natura Syna Bożego, nie sama przez się, ale przez swoje zjednoczenie ze Słowem, poznawała i ukazywała w sobie wszystko, co przysługuje Bogu’”. Następnie Katechizm precyzuje, że “Przede wszystkim odnosi się to do wewnętrznego i bezpośredniego poznania Ojca przez Syna Bożego, który stał się człowiekiem”. Najważniejszym więc elementem boskiej wiedzy przekazywanej przez Jezusa jest obraz Boga.

Wracając do pytania postawionego na odległym już wstępie: czy powołanie na Dwunastu jedynie mężczyzn można uzasadniać kulturowymi uwarunkowaniami Jezusa? W moim przekonaniu jak najbardziej. Pozycja kobiety w społeczeństwie żydowskim była bardzo odległa od tego, do czego w ramach rozwoju społecznego na przestrzeni wieków powoli dochodzimy.. Choć Jezus przezwyciężał niektóre z tych uprzedzeń i poniżeń w osobistych kontaktach z kobietami będąc prawdziwym człowiekiem żyjącym w określonym społeczeństwie nie mógł całkowicie wyjść poza jego obyczaje i sposób myślenia. Interpretując słowa Jezusa trzeba zastanawiać się co jest ich treścią a co formą. Treścią w przypadku powołania Dwunastu jest wybór konkretnych osób, które miały pełnić określoną rolę lub być znakiem dla innych ludzi (nad tą kwestią będę zastanawiała się w innym wpisie). Moim zdaniem formą jest natomiast to, że zostały powołane osoby płci męskiej. Nie znajdziemy w ewangeliach słów Jezusa, w których podkreśla, że istota bycia jednym z Dwunastu jest związane z ich płcią, jakąś umiejętnością przynależną tylko mężczyźnie (bycie ojcem).

Fresk Fra Angelico Kobiety przy grobie
Kobiety przy grobie

Wydaje się też, że po Zmartwychwstaniu ukazanie się Jezusa kobietom, a także udzielenie Ducha Świętego szerokiemu gronu uczniów obydwu płci ( “Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego. Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. ” Dz 1, 14 - 2, 1 ), a następnie poganom świadczy odejściu od ograniczeń kulturowych, które cechowały Jezusa w czasie jego ziemskiego życia.