O różnicy płci

Różnice pomiędzy płciami to temat, który jest w Kościele Katolickim bardzo żywy. Wiele konferencji, książek czy kazań stara się je przedstawiać i podkreślać. Doktryna o tym, że w Eucharystii kapłan zastępuje Chrystusa podkreśla przede wszystkich płeć i na niej opiera podobieństwo kapłana do Chrystusa.

Poniższe fragmenty Deklaracji o dopuszczeniu kobiet do kapłaństwa urzędowego Inter insigniores odpowiadają na zarzuty, że różnice narodowościowe, czy wieku, podobnie jak płeć także nie odzwierciedlają osoby, którą był Jezusa. Kapłan jest znakiem, którego nadprzyrodzona skuteczność wynika z przyjętych Święceń; powinien to być znak wyraźny i łatwy do odczytania przez wiernych. Cała ekonomia sakramentalna opiera się na znakach naturalnych, bliskich psychice człowieka. (...) [W czynnościach wymagających święceń, przede wszystkim] w sprawowaniu Eucharystii, wszędzie tam w Jego zastępstwie (takie jest bowiem pierwotne znaczenie słowa osoba) powinien działać mężczyzna. (...) Można by jednak zapytać, że skoro Chrystus znajduje się obecnie w niebie w ciele uwielbionym, to czy nie byłoby rzeczą obojętną, czy będzie reprezentowany przez kobietę czy mężczyznę: w zmartwychwstaniu bowiem nie będą się żenić ani za mąż wychodzić (Mt 22, 30)? Słowa te nie oznaczają jednak zniesienia różnicy między mężczyzną i kobietą, ponieważ określa ona właściwą tożsamość osoby: odnosi się to tak do Chrystusa, jak i do nas. Jest oczywiste, że różnica płci wywiera wielki wpływ na naturę człowieka, na pewno większy niż na przykład różnica etniczna; ta ostatnia nie wpływa na osobowość tak głęboko jak różnica płci, która jest bezpośrednio skierowana do nawiązania wspólnoty osób oraz do aktu przekazywania życia, a w objawieniu biblijnym jest łączona ze stwórczą wolą Boga: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1, 27). Według wspomnianej deklaracji różnice płci są więc ogromne, o wiele większe niż wszystkie inne różnice możliwe między ludźmi!

Myślę, że jest to teza postawiona o wiele za mocno. Aby pokazać niesłuszne wyolbrzymianie i absolutyzowanie różnic płciowych posłużę się książką dr justyny Melonowskiej “Osobna kobieta a personalizm Karola Wojtyły Jana Pawła II. Doktryna i rewizja”. Poniższy wpis jest pobieżnym streszczeniem kilku ważnych wątków, oczywiście polecam lekturę całej książki.

Autorka książki stwierdza, że: Zakres podjętych tu studiów, jak i dobór literatury wyznaczone są każdorazowo związkiem z hipotezą pracy. (....) Hipoteza zaś zakłada, że istnieje nieciągłość w refleksji o osobie i o kobiecie w pismach filozoficznych Wojtyły oraz w teologicznych Jana Pawła II. Innymi słowami autorka stwierdza ( według przeprowadzonej przez nią analizy tekstów hipoteza postawiona we wstępie zostaje potwierdzona), że Jan Paweł II zupełnie inaczej opisuje tożsamość, działalność, cele człowieka - jako człowieka oraz inaczej gdy myśli o kobiecie. Warto zauważyć też, że jego opis mężczyzny zgadza się z opisem człowieka - jako człowieka, natomiast kobieta odbiega od cech, które Jan Paweł II opisuje gdy zastanawia się nad naturą osoby.

Okładka książki “Osobna kobieta a personalizm Karola Wojtyły Jana Pawła II. Doktryna i rewizja”
Justyna Melonowska “Osobna kobieta a personalizm
Karola Wojtyły Jana Pawła II. Doktryna i rewizja”

W rozdziale czwartym książki Justyna Melonowska omawia filozoficzne opus magnum Karola Wojtyły - dzieło “Osoba i czyn”. Rozdział ten podsumowuje w ten sposób: “Osoba i czyn” jest studium osoby poprzez jej czyny świadome. Jest ono wolne od pojęcia płci. Czyn spełnia po prostu osoba, polegając swych strukturach samoposiadania, samopanowania, samostanowienia, samoświadomości i samowiedzy, woli i wolności, indeterminacji i autodeterminacji. Wszystkie te struktury działają w osobie ku temu, by mogła ona aktualizować siebie w czynie. Wojtyła nie sygnalizuje, iżby czyn i jego struktura miały być różne ze względu na płeć podmiotu działającego. Osoba i czyn zależą od wolności, gdyż, osoba jest wolna - o ile jest wolna, a wolność jest momentem konstytuującym czyn. Jako niepełną i niższą formą sprawstwa Wojtyła wyróżnia dynamizm uczynnienia, w którym w osobie „coś się dzieje". Źródłem przyczynowania jest tu natura. Plasują się tu m.in. stany cielesne, emotywne oraz mające związek z brakiem konieczności wyboru. Wojtyła uważa, że każda osoba jest wezwana do uczestnictwa we wspólnocie, będącej środowiskiem spełniania czynów. ( str. 175) Inaczej mówiąc dzieło filozoficzne Jana Pawła II opisujące wpływ czynów człowieka na jego tożsamość, sposób bycia bardzo podkreśla jego wolność, samodzielne decyzje i działania. Gdy z człowiekiem coś się dzieje, jest on przedmiotem czynności innych osób i sił nie realizuje w pełni swojego człowieczeństwa.

W piątym rozdziale książki autorka omawia katechezy środowe Jana Pawła II. Stwierdza, że w “Osobie i czynie” Karol Wojtyła nie zajmował się tym, czy człowiek jest osobą, ale opisywał w jaki sposób, jakimi działaniami lub aktami woli człowiek jest osobą - jak ujawnia się jako osoba. Natomiast w katechezach środowych szuka początku człowieka jako osoby. Pierwszym punktem stawania się osobą jest według papieża ( bazując na tekstach z Księgi rodzaju) “wy-osobnienie” się - wyodręnienie, zauważenie różnicy - w stosunku do zwierząt. Następnie rozważania prowadzą do ciała, ponieważ według Jana Pawła II działanie człowieka (czyn) zależy od ciała. Autorka podkreśla w tym momencie, że temat cielesności jest w rozważaniach o osobie ludzkiej zasadniczy, ale też w pewien sposób zapomniany w obecnym chraeścijaństwie. Bardzo ważne jest jednak to, że Jan Paweł II uważa, że ciało ludzkie jest zawsze ciałem kobiety lub ciałem mężczyzny. Według papieża płeć jest pierwszorzędną daną, jest pierwotna w stosunku do ciała i bardzo głęboko wpływa na zdolność samoposiadania i samostanowienia. Kolejnym punktem na drodze do stawania się osobą jest jedność. Jedność powstaje, gdy zachodzi różnica, dwoistość płci. [...] ‘definitywne’ stworzenie człowieka jest to stworzenie owej jedności dwojga, przy czym jedność oznacza przede wszystkim tożsamość natury - człowieczeństwa, dwoistość natomiast oznacza wszystko to, czym na gruncie tożsamości człwieczeństwa okazuje się męskość i kobiecość stworzonego człowieka.” - pisze Jan Paweł II. To zjednoczenie staje się odzwierciedleniem Boga poprzez akt komunii między mężczyzną i kobietą. W tym punkcie papież konkluduje, że ciało jest rdzeniem opisu człowieka, jednak zawsze ciało związane jest z płcią. Dalej papież pisze: “[...]szukanie ludzkiej tożsamości tego, który od początku jest “samotny”, zawsze musi prowadzić przez dwoistość, “komunię” i wspólnotę. Prowadzi ono - w świetle Rdz 2,23 - poprzez męskość i kobiecość jako dwa “wcielenia” tej samej metafizycznie samotnej wobec Boga i w świecie istoty - wzajemenie dopełniające się spososby “bycia ciałem” i zarazem bycia człowiekim - jako dwa komplementarne wymiary samoświadomości i samostanowienia, a zarazem dwa komplementarne poczucia sensu ciała.

Niestety, na co wskazuje autorka książki, Jan Paweł II nie podaje tu żadnych argumentów dla tezy o dwóch sposobach bycia człowiekim i samostanowienia jako osoby ludzkiej. Można więc pytać czy wcześniejsze obszerne opisy w “Osobie i czynie” dotyczą tylko jednej płci? Justyna Melonowska przytacza następnie i omawia szczegółowo długi fragment z katechez środowych, kluczowy w jest analizie dla zrozumienia różnicy pomiędzy wspomnianymi wyżej dwoma sposobami “wcielenia” - istnienia osoby ludzkiej. Księga Rodzaju 2,23-25 pozwala nam wnosić, że kobieta, która w samej tajemnicy stworzenia „jest dana” mężczyźnie przez Stwórcę, zostaje — dzięki pierwotnej niewinności — „odebrana”, czyli przyjęta przez niego jako dar.(...) kobieta zarazem „odnajduje siebie” dzięki temu, że zostaje przyjęta, odebrana, i dzięki temu, jak zostaje odebrana przez mężczyznę. (...) takie odnajdowanie siebie [kobiety] w swym własnym darze staje się źródłem nowego dawania siebie,.(...) Jeśli kobieta w tajemnicy stworzenia jest tą, która zostaje „dana” mężczyźnie, on zaś odbierając ją jako dar w całej prawdzie jej osoby i kobiecości, przez to samo ją obdarowuje — to równocześnie sam też w tej relacji wzajemnej zostaje obdarowany. Zostaje zaś obdarowany nie tylko przez nią — darem jej osoby i kobiecości, ale także swoim własnym obdarowaniem. To męskie obdarowanie — odpowiedź na dar kobiety — jest dla samego mężczyzny obdarowujące, w nim bowiem ujawnia się jakby wyróżniająca istota jego męskości, sięgająca poprzez całą oczywistość ciała i płci do tej samej głębi „posiadania siebie samego”, przez którą człowiek jest zdolny zarówno dawać siebie, jak też przyjmować dar drugiego.(...). Wymiana jest wzajemna, wzajemnie też ujawniają się w niej i rosną skutki „bezinteresownego daru” i „odnajdywania siebie”. Autorka analizując ten fragment zwraca uwagę na cudzysłów , którym Jan Paweł II objął wyraz “dana”, który miał być może osłabić wrażenie, że kobieta traktowana jest jak przedmiot, jednak mimo to według autorki taka konkluzja mocno wybrzmiewa w tym fragmencie. Kobieta w początku ten wymiany nie podejmuje świadomego, wolnego czynu - jest dawana. Natomiast męzczyan już na początku jest autonomiczny, samostanowiący o swoich działaniach - odbiera dar, nie jest przedmiotem czynności, ale jej współtwórcą. Co więcej kobieta odnajduje siebie dopiero gdy jest przyjęta, co implikuje konieczność istnienia odbiorcy oraz jakąś niemożność samokresleenia się, ontyczne zagubienie bez mężczyzny. Potem ta wymiana staje się wzajemna, jednak początkowy dar nie wynika z samoposiadania. Gdyby stosować tu kategorie opisane w “Osobie i czynie” należałoby mówić o “uczynnieniu” - “czymś co dzieje się z człowiekiem”, ale nie o czynie.

Opisując podejście Jana Pawła II do płci aurorka omawianej książki zarzuca teologii płci nadmierny esencjonalizm. Uważa, że jeśli zamiary papieża były nieco bardziej umiarkowane i mniej ambitne łatwiej byłoby mediować pomiędzy esencjonalizmem a personalizmem. Jednak czytamy dalej w Katechezach środowych, że: “Płeć stanowi nie tylko o somatycznej indywidualności człowieka, ale równocześnie określa jego osobową tożsamość i zarazem osobową konretność”. Podczas gdy personalizm “Osoby i czynu” widzi w drugim człowieku przede wszystkim wolność, teologia płci widzi kobietę i mężczyznę. Według mnie zastanawiające jest odejście od opisów osoby zawartych w dziele “Osoba i czyn”. Czy Jan Paweł II obawiał się choć niewielkiego osłabienia swoich tez na temat wielkich różnic między kobietą a mężczyzną, większymi od wszystkich innych różnic między ludźmi? Myśle, że Kościół boi się jakiegokolwiek uelastycznienia ról plciowych, życia rodzinnego, ponieważ obecnie nie ma argumentów przekonujących wiernych do swojej nauki.